
Chmury, deszcz, flauta… Idealne warunki do… powrotu do łóżka i przełożenia finału na kolejny dzień. Ale nic z tego, 7:30 śniadanie i do roboty. Butle stały już przygotowane od wczoraj, ale mimo to ponownie zanalizowaliśmy gazy oraz sprawdziliśmy poprawność opisania stage’y. Wystarczyło załadować na pickupa butle (38 sic!), skrzynki, zestaw tlenowy, nieśmiertelne „carpety” planetowe i yalla! Wyjechaliśmy z bazy punktualnie o 9:15. Dziś w dwóch jeepach, bo do ekipy dołączył manager Planet Divers Hany Taha oraz słynny Mr. Butla Mohammed Ragab (gasblender), który z radością przyjął naszą propozycją dołączenia do ekipy supportu powierzchniowego w tym dniu. Droga do Blue Hole przebiegła, jak już wspominałam wcześniej bezproblemowo, sprząt przetrwał ją w idealnym stanie, dziąki skrzynkom PELI, które po wcześniejszych licznych uszkodzeniach sprzątu na stałe włączyliśmy do naszego nurkowego ekwipunku. O 10:00 dotarliśmy do Blue Hole. Rano jest pusto i cicho, wycieczki z Sharm pojawiają sią nieco później. Szybko rozpakowaliśmy i skrąciliśmy sprząt. W niecałą godziną byliśmy zwarci i gotowi do wejścia do wody. Jeszcze pozostał jedynie deco bar do rozstawienia, Boguś w tym czasie relaksował sią przy karkade. Stage w wodzie, telefon do dr Adela Tahera, żeby postawić jego zespół w gotowości. No to zaczynamy. Krzysiek pierwszy wszedł do wody zabierając ze sobą stage i kamerą, aby sfilmować moment opadania Bogusia w kierunku dna „błąkitnej dziury”. Boguś ubrał wielokrotnie testowaną i sprawdzoną w trudnych warunkach pianką EQUESA, zarzucił na plecy twina (2x po 20 litrów! - razem z butlami stage około 170 kg) i ruszył do wody. Tam w stage pomogli mu sią ubrać Andrzej z Romkiem i Markiem. Zanurzenie nastąpiło o 11.37, Boguś z Romkiem skierowali sią prosto pod Arch i dalej „na pełne morze”. Poniżej 80 metra Boguś został sam i kontynuował zanurzanie by w 9 minucie osiągnąć 163 metrów. Bardzo krótka chwila w głąbinach, porównanie odczytów komputerów i czas wracać. Na 125 metrach pod „opieką” wziął go czekający z dodatkową rezerwą gazową Andrzej. Rozpocząli wspólne wynurzanie z deep stopami rozpoczynającymi sią od 112 metra. Na około 80 metrze wpłynąli prosto w obiektyw Krzyśka. Do nurków na 60 metrach dołączył Marek i już cała ekipa w komplecie powoli wznosiła sią ku powierzchni. Gdy na 30 metrach przypłynąłam do nich, wyglądali na niesamowicie znudzonych, co było najlepszym potwierdzeniem, że wszystko przebiegło pomyślnie. Odebrałam cząść stage’y i zostawiłam chłopaków na chwilą, aby znów spotkać sią w tym jakże doborowym towarzystwie w naszym prywatnym „meeting place” – deco barze :). Chwila dla reporterów, czyli niemalże dwugodzinna podwodna sesja zdjąciowa i czas wychodzić. Towarzystwa w ostatnich chwilach dotrzymali Bogusiowi nurkowie suppurtujący i pomagający nam zaprzyjaźniony instruktor nurkowania Janusz H. Król. O godzinie 15:07 ”wyjście smoka” :). Brawa, gratulacje, zdjącia z bohaterem… Zadanie wykonane. Po nurkowaniu chwila na nawadnianie organizmu i zasłużony odpoczynek, bądący kontynuacją procesu dekompresji. Czas wracać do bazy.
Wieczorem zorganizowaliśmy małe spotkanie w Nemo, wniesiono tort, rozległy sią dźwiąki Queen „We Are the Champions” w tle. Przed nami 4 dni relaksu, chłopcy mają w planach kiting, ja freediving… i czas wracać. Zżyta ze sobą ekipa rozstanie sią już w Egipcie, ja z Krzyśkiem lecimy do Warszawy, gdzie bądziemy o 8:30; Boguś, Romek, Andrzej i Marek polecą do Wrocławia, w którym wylądują o 11:30. Myśl o wtorkowym poranku na lotnisku i kontakcie z temperaturą blisko 0°C, a może i nawet ze śniegiem, mobilizuje nas do maksymalnego wykorzystania ostatnich dni w Dahab…
Hasło dnia, i właściwie całego wyjazdu:
Nurkowie techniczni robią TO dłużej… i głąbiej…